Niech zgadnę. Pragniesz szczęścia. Jak każdy z niemalże 8 miliardów ludzi na świecie. Ale, zaryzykuję takie stwierdzenie, że nie do końca czujesz się szczęśliwy. Niby wszystko układa się świetnie, ale coś tam jednak cię uwiera, nie do końca jesteś usatysfakcjonowany, mogłoby być lepiej. Jeśli nie mam racji i jesteś w pełni spełniony – to wspaniale, nie musisz czytać tego wpisu. W ogóle nie musisz czytać tego bloga, ani nic nie musisz – wszak osiągnąłeś pełnię szczęścia, więc nieważne czy jesteś bogaty, czy biedny, i tak nic nie jest w stanie zakłócić twojego radosnego spokoju.

            Jednak jeśli nie jesteś tybetańskim mnichem w stanie nirwany, to pewnie jednak zastanawiasz się, jak być bardziej szczęśliwym. Ja ci tego nie powiem, bo to jest chleb, który każdy musi samemu upiec, ale powiem ci, dlaczego nie jesteś szczęśliwy. I dlaczego wydajesz za dużo pieniędzy. OK, no to do rzeczy!

            Większość ludzi po prostu niewłaściwie definiuje szczęście. Dla wielu z nas szczęście to pewien bardzo pozytywny stan emocjonalny, euforyczny moment. Wiecie, co mam na myśli: skok ze spadochronu, chwila erotycznego uniesienia, wakacje w egzotycznym kraju, kubełek lodów czekoladowych, romantyczny spacer po plaży, ryk auta sportowego, argentyński stek i lampka wina w drogiej knajpie, nowa markowa sukienka dorwana na wyprzedaży, pocałunek w deszczu, nowe, większe mieszkanie, i przede wszystkim głaskanie szczeniaczków. Jeśli wciąż nie wiecie, o czym mówię, to wejdźcie na fejsa i zobaczcie, co wrzucają wasi znajomi.

No i wszystko pięknie – kto nie kocha szczeniaczków? – ale jest jeden problem. Emocje nie trwają długo. Zatem i tak rozumiane szczęście nie trwa długo, lecz szybko się ulatnia. Dlatego ścigamy jeden cel za drugim w nieustannej pogoni za szczęściem, które jednak nigdy nie gości w nas na trwałe. Wiecie, o co chodzi. Mówimy sobie: „jeśli tylko znajdę chłopaka, to będę szczęśliwa”. Albo „gdy tylko dostanę awans, to już na pewno będę szczęśliwy”. Później łapiemy króliczka i – nic, pustka. Przygnębienie. Rozczarowanie. Zniechęcenie. Wypalenie zawodowe. Depresja. A może i nawet kredyt hipoteczny do spłaty!

A teraz przejdźmy do finansów osobistych, abyście nie pomyśleli, że poszliśmy za bardzo w psychologię. Pogoń za szczęściem rozumianym jako przyjemna emocja wyjaśnia dlaczego za dużo wydajemy. Przecież zasługujemy na odrobinę szczęścia, prawda? Jak kupię sobie wreszcie nową brykę, to będę szczęśliwy! Co z tego, że pali jak smok, ale może wtedy, może wtedy poczuję prawdziwe zadowolenie. Albo jak kupię tę markową kanapę z funkcją relaksu – może i kosztuje kilkanaście koła, ale włoska robota! Albo ta spódniczka – tak, co prawda w szafie nie mam miejsca, ale coś mi się od życia przecież należy, nie? A jak już kupię to mieszkanie na Żoliborzu, mimo że w sumie to nie stać mnie na taką lokalizację, to wtedy przecież będę musiał już być szczęśliwy, będę miał w końcu swoje własne cztery kąty.

To wszystko iluzja szczęścia. Aby nie było: po zakupie nowych rzeczy, rzeczywiście odczuwamy większe zadowolenie. Ale ono szybko przemija. Zjawisko to nazywa się hedonistyczną bieżnią, bo gonimy za szczęściem tak bardzo, że nawet nie zauważamy, że stoimy w miejscu. Według słynnego badania poziomu szczęścia u osób, które wygrały w loterii typu lotto, ich zadowolenie po półtora roku nie było większe od zadowolenia grupy kontrolnej (czyli zwykłych śmiertelników, którzy niczego nie wygrali)! Początkowa euforia farciarzy znikała, zaś szczęście powracało do poziomu wyjściowego (pokazuje to także wykres na początku wpisu). A mówimy o gościach, którzy wygrali grube sumy – a cóż dopiero w przypadku kupna samochodu czy nowych mebli do kuchni!

Aby było jasne: nie chodzi o to, abyście nie czerpali żadnych przyjemności z życia (wszak egzystencja bez zabawy ze szczeniaczkami albo bez dobrego jedzenia byłaby nader przykra) i wiedli żywot ascety. Ale pomyślcie: skoro ten nowy smartfon albo bluzeczka i tak przestaną was cieszyć po kilku tygodniach, to może nie ma sensu kupować sobie najnowszych modeli i topowych marek?

Aha, a co z tym szczęściem – to jak je w takim razie osiągnąć? Dobre pytanie, dajcie znać w komentarzach! Naprawdę, nie odrobimy pracy domowej za was, to jest wszak pytanie, na które ludzkość szuka odpowiedzi od samego początku. Ale ważne, abyście nie postrzegali szczęścia jako powierzchownej emocji, ale raczej jako głębszej satysfakcji z życia. A takiego zadowolenia raczej ci nie da nowa sofa czy najnowszy ajfon. Zamiast więc wydawać pieniądze na iluzję szczęścia, to może lepiej jednak te pieniądze zaoszczędzić i zainwestować? Albo przynajmniej wydać sensowniej, np. na rozwijanie cenionych na rynku umiejętności, aby móc znaleźć lepiej płatną pracę i osiągać wyższe dochody (kwarantanna może być dobrym czasem na przeszkolenie się)? Albo na przygotowanie drobnych prezentów dla rodziny i przyjaciół, aby wzmocnić swoje relacje z nimi – według wielu badań to właśnie jakość naszych relacji w największym stopniu wpływa na nasze zdrowie i szczęście.

PS. Z tymi komentarzami to pisaliśmy serio: podzielcie się, czym dla was jest szczęście i jak je osiągacie J

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s