Dlaczego wciąż nie udaje mi się oszczędzać?

Pamiętasz swoją pierwszą wypłatę? Ja tak. Było to w 2008 roku. Skończyłem pierwszy rok studiów i zacząłem tłumaczyć seriale telewizyjne z angielskiego na polski. Jak na ówczesne czasy, zarabiałem całkiem przyzwoite pieniądze. Wystarczało mi na studenckie życie i całkiem sporo udawało się oszczędzić. Dziś nie wyobrażam sobie, że mógłbym za taką kwotę przeżyć nawet pół miesiąca, nie mówiąc o oszczędzaniu z niej czegokolwiek.

Skąd wynika ta zmiana? To tak zwana inflacja stylu życia, nazywana również „efektem Diderota”. Francuski filozof, Denis Diderot, w jednym ze swoich esejów opisywał, co przydarzyło mu się, gdy otrzymał w prezencie elegancki i kosztowny szlafrok. Niebawem dostrzegł, że otaczające go przedmioty nie są wystarczająco wytworne w porównaniu z nowym nabytkiem. Najpierw wymienił stary fotel na nowy, obity marokańską skórą. Później zamienił swoje stare biurko na kunsztownie zdobiony sekretarzyk. I tak z czasem nowy szlafrok doprowadził do wymiany całego szeregu przedmiotów, a to z kolei – do znacznych wydatków, a wręcz popadnięcia w długi.

W jaki sposób dotyka to nas we współczesnych czasach? Niemal w identyczny. Zmieniamy pracę na lepiej płatną i czujemy tę zmianę w portfelu. Przeprowadzamy się z wynajmowanego pokoju w mieszkaniu ze współlokatorami do wygodniejszego lokum blisko centrum miasta. Do pracy nie chcemy dojeżdżać już autobusem, więc decydujemy się na samochód, nie gorszej klasy niż ten, którym jeżdżą nasi nowi koledzy. Oczywiście trzeba też wymienić garderobę, w nowym otoczeniu potrzebne przecież będą markowe ciuchy. I co się okazuje? Podwyżka, zamiast poprawić sytuację materialną, doprowadziła do wzrostu wydatków, a nawet zaciągnięcia kredytów, które latami będą drenować naszą kieszeń. Musimy zatem pracować jeszcze więcej i ciężej, szukać jeszcze lepiej płatnej pracy, która pozwoli związać koniec z końcem… I tak wpadamy w błędne koło.

Co zrobić, aby uniknąć tej pułapki?

  1. Pamiętaj, że istnieje zjawisko inflacji stylu życia. Skoro Ty już o nim wiesz, to pierwszy krok już za Tobą.
  2. Policz, ile tak naprawdę warta jest Twoja podwyżka. Przelicz kwoty brutto na netto. Sprawdź, czy nie wpadniesz w wyższy próg podatkowy, co spowoduje, że wypłata przez część roku będzie niższa (jeśli używasz internetowego kalkulatora brutto/netto, korzystaj z takiego, który pokazuje wynagrodzenie w przekroju całego roku, na przykład tutaj). Musisz wiedzieć, jaką kwotą tak naprawdę dysponujesz.
  3. Zaoszczędź przynajmniej część, może nawet połowę dodatkowych pieniędzy. Skoro żyłeś bez nich, to znaczy, że jest to jak najbardziej możliwe. Ustaw od razu zlecenie stałe na rachunku bankowym, które będzie przekazywało ustaloną kwotę na konto oszczędnościowe.
  4. Nie zaciągaj nowych kredytów. Skoro zarabiasz więcej, to nie powinieneś przeznaczać dodatkowych środków na spłatę odsetek od zobowiązań! Teraz łatwiej jest ci oszczędzać, więc nawet jeśli planujesz większy zakup, odłóż go o kilka miesięcy i wykorzystaj ten czas na zgromadzenie odpowiednich funduszy. Może po tym czasie okaże się, że nowy model telefonu jednak nie jest niezbędny do przeżycia? Uwaga o unikaniu kredytów nie dotyczy kredytów hipotecznych. O tym, jak podejść do nich w sposób racjonalny i przemyślany piszemy w innym wpisie.
  5. Nie zmieniaj towarzystwa. Nie chodzi oczywiście o to, żeby unikać nowych znajomości, zwłaszcza z ludźmi, którzy będą ciągnąć nas w górę w różnych aspektach życia! Ale pamiętaj, że dla bezpieczeństwa finansowego ważnym, choć mocno niedocenianym czynnikiem jest to, w jakim towarzystwie się obracamy (wliczamy w to również naszego partnera życiowego!). Jeśli masz znajomych, których dochody i majątek są wyższe niż Twoje, rodzi się silna pokusa, aby dorównać im, przynajmniej w zewnętrznych przejawach zamożności – nowy samochód, drogie ubrania i gadżety i tak dalej. Później dochodzą drogie prywatne szkoły i zajęcia pozalekcyjne dla dzieci. Ciekawe wyniki przynoszą badania dotyczące udziału różnych rodzajów wydatków w zależności od poziomu zamożności (link). Poziom wydatków na rozrywkę jest procentowo dość zbliżony w każdym z decyli, na które ankietowani zostali podzieleni pod kątem swojej zamożności. Czyli – spędzając wolny czas w towarzystwie ludzi o wyższym statusie materialnym niż Twój, prawdopodobnie wydasz znacznie więcej niż oni w porównaniu do swojego dochodu. Dla własnego bezpieczeństwa unikaj znajomości, które powodują, że wydajesz więcej pieniędzy, niż wydałbyś normalnie. Zmiana pracy to moment, kiedy poznajesz nowych ludzi, często lepiej sytuowanych niż ty. Jeśli wcześniej nie wychodziłeś co tydzień na drinki kosztujące po 50 zł za sztukę, nie zaczynaj tylko dlatego, żeby nowi koledzy szybciej Cię polubili. Polubią Cię również bez tego J

Jakie wnioski? Jeśli miałbym podsumować wszystkie porady w najkrótszy możliwy sposób: stąpaj twardo po ziemi i uważaj, żeby woda sodowa nie uderzyła Ci do głowy po sukcesie!

O tym, dlaczego jesteś nieszczęśliwy. I co ma szczęście do finansów osobistych.

Niech zgadnę. Pragniesz szczęścia. Jak każdy z niemalże 8 miliardów ludzi na świecie. Ale, zaryzykuję takie stwierdzenie, że nie do końca czujesz się szczęśliwy. Niby wszystko układa się świetnie, ale coś tam jednak cię uwiera, nie do końca jesteś usatysfakcjonowany, mogłoby być lepiej. Jeśli nie mam racji i jesteś w pełni spełniony – to wspaniale, nie musisz czytać tego wpisu. W ogóle nie musisz czytać tego bloga, ani nic nie musisz – wszak osiągnąłeś pełnię szczęścia, więc nieważne czy jesteś bogaty, czy biedny, i tak nic nie jest w stanie zakłócić twojego radosnego spokoju.

            Jednak jeśli nie jesteś tybetańskim mnichem w stanie nirwany, to pewnie jednak zastanawiasz się, jak być bardziej szczęśliwym. Ja ci tego nie powiem, bo to jest chleb, który każdy musi samemu upiec, ale powiem ci, dlaczego nie jesteś szczęśliwy. I dlaczego wydajesz za dużo pieniędzy. OK, no to do rzeczy!

            Większość ludzi po prostu niewłaściwie definiuje szczęście. Dla wielu z nas szczęście to pewien bardzo pozytywny stan emocjonalny, euforyczny moment. Wiecie, co mam na myśli: skok ze spadochronu, chwila erotycznego uniesienia, wakacje w egzotycznym kraju, kubełek lodów czekoladowych, romantyczny spacer po plaży, ryk auta sportowego, argentyński stek i lampka wina w drogiej knajpie, nowa markowa sukienka dorwana na wyprzedaży, pocałunek w deszczu, nowe, większe mieszkanie, i przede wszystkim głaskanie szczeniaczków. Jeśli wciąż nie wiecie, o czym mówię, to wejdźcie na fejsa i zobaczcie, co wrzucają wasi znajomi.

No i wszystko pięknie – kto nie kocha szczeniaczków? – ale jest jeden problem. Emocje nie trwają długo. Zatem i tak rozumiane szczęście nie trwa długo, lecz szybko się ulatnia. Dlatego ścigamy jeden cel za drugim w nieustannej pogoni za szczęściem, które jednak nigdy nie gości w nas na trwałe. Wiecie, o co chodzi. Mówimy sobie: „jeśli tylko znajdę chłopaka, to będę szczęśliwa”. Albo „gdy tylko dostanę awans, to już na pewno będę szczęśliwy”. Później łapiemy króliczka i – nic, pustka. Przygnębienie. Rozczarowanie. Zniechęcenie. Wypalenie zawodowe. Depresja. A może i nawet kredyt hipoteczny do spłaty!

A teraz przejdźmy do finansów osobistych, abyście nie pomyśleli, że poszliśmy za bardzo w psychologię. Pogoń za szczęściem rozumianym jako przyjemna emocja wyjaśnia dlaczego za dużo wydajemy. Przecież zasługujemy na odrobinę szczęścia, prawda? Jak kupię sobie wreszcie nową brykę, to będę szczęśliwy! Co z tego, że pali jak smok, ale może wtedy, może wtedy poczuję prawdziwe zadowolenie. Albo jak kupię tę markową kanapę z funkcją relaksu – może i kosztuje kilkanaście koła, ale włoska robota! Albo ta spódniczka – tak, co prawda w szafie nie mam miejsca, ale coś mi się od życia przecież należy, nie? A jak już kupię to mieszkanie na Żoliborzu, mimo że w sumie to nie stać mnie na taką lokalizację, to wtedy przecież będę musiał już być szczęśliwy, będę miał w końcu swoje własne cztery kąty.

To wszystko iluzja szczęścia. Aby nie było: po zakupie nowych rzeczy, rzeczywiście odczuwamy większe zadowolenie. Ale ono szybko przemija. Zjawisko to nazywa się hedonistyczną bieżnią, bo gonimy za szczęściem tak bardzo, że nawet nie zauważamy, że stoimy w miejscu. Według słynnego badania poziomu szczęścia u osób, które wygrały w loterii typu lotto, ich zadowolenie po półtora roku nie było większe od zadowolenia grupy kontrolnej (czyli zwykłych śmiertelników, którzy niczego nie wygrali)! Początkowa euforia farciarzy znikała, zaś szczęście powracało do poziomu wyjściowego (pokazuje to także wykres na początku wpisu). A mówimy o gościach, którzy wygrali grube sumy – a cóż dopiero w przypadku kupna samochodu czy nowych mebli do kuchni!

Aby było jasne: nie chodzi o to, abyście nie czerpali żadnych przyjemności z życia (wszak egzystencja bez zabawy ze szczeniaczkami albo bez dobrego jedzenia byłaby nader przykra) i wiedli żywot ascety. Ale pomyślcie: skoro ten nowy smartfon albo bluzeczka i tak przestaną was cieszyć po kilku tygodniach, to może nie ma sensu kupować sobie najnowszych modeli i topowych marek?

Aha, a co z tym szczęściem – to jak je w takim razie osiągnąć? Dobre pytanie, dajcie znać w komentarzach! Naprawdę, nie odrobimy pracy domowej za was, to jest wszak pytanie, na które ludzkość szuka odpowiedzi od samego początku. Ale ważne, abyście nie postrzegali szczęścia jako powierzchownej emocji, ale raczej jako głębszej satysfakcji z życia. A takiego zadowolenia raczej ci nie da nowa sofa czy najnowszy ajfon. Zamiast więc wydawać pieniądze na iluzję szczęścia, to może lepiej jednak te pieniądze zaoszczędzić i zainwestować? Albo przynajmniej wydać sensowniej, np. na rozwijanie cenionych na rynku umiejętności, aby móc znaleźć lepiej płatną pracę i osiągać wyższe dochody (kwarantanna może być dobrym czasem na przeszkolenie się)? Albo na przygotowanie drobnych prezentów dla rodziny i przyjaciół, aby wzmocnić swoje relacje z nimi – według wielu badań to właśnie jakość naszych relacji w największym stopniu wpływa na nasze zdrowie i szczęście.

PS. Z tymi komentarzami to pisaliśmy serio: podzielcie się, czym dla was jest szczęście i jak je osiągacie J